Kącik dobrej książki

wala_jaroszPrzedruk z bloga „Co mi w duszy gra…” Walentyny Jarosz.

I znowu „Kącik dobrej książki”!? Tak się złożyło. Kiedy za oknem zimno i pada śnieg, ma się dwie rzeczy do wyboru: oglądać telewizję lub przeczytać dobrą książkę. Wybrałam to lepsze…

„Krawiec, kaznodzieja, przemytnik”, Andrzej Mytych, Instytut Wydawniczy „Compassion”, Szczecin, 2013r.

O powstawaniu książki o niezwykłej historii życia Cezarego Kiewry dowiedziałam się przypad-kowo. A może NIE przypadkowo?… z bloga bp Mieczysława Czajko, który to napisał przed-mowę do tej książki. Piękną…

Natychmiast skontaktowałam się z jej autorem, Andrzejem Mytychem, niecierpliwie dopytując się, kiedy książka będzie dostępna dla czy-telnika. Był to listopad 2012 roku. Czekanie do lutego 2013 wydawało mi się wiecznością. Pod koniec stycznia ponownie zaczęłam ‘pukać’ do autora z niecierpliwym pytaniem „Czy już?”, „Kiedy dokładnie?”, „Jak można ją zamówić?”…

Skąd takie moje zainteresowanie tą książką? Tak się składa, że tytułowy bohater był kaznodzieją zboru we Lwówku Śląskim. Zboru, który był moim domem duchowym – od dziecka po 20-ty rok mojego życia. Bardzo dobrze znam całą rodzinę Łucji (nazywanej Lucyną) i Cezarego Kiewrów. Ich dzieci, Irena i Marek, byli moimi rówieśnikami. Z szacunkiem i bardzo ciepło wspominam wujka Cezarego. Jego charakterystyczny głos i akcent.

Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy długo oczekiwana przesyłka wreszcie dotarła do mnie we wtorek. Książkę przeczytałam wczoraj. Szkoda, że tak szybko :-) .

Zanim odniosę się do książki, podzielę się pewną anegdotą z mojego życia, związaną z wujkiem Kiewrą. Jako małe dziecko, nie rozumiejące jeszcze pojęcia Bóg i Jezus, ale jednocześnie traktujące z wielkim przeżyciem wyjazd do zboru we Lwówku Śląskim (godzinna podróż pociągiem – 30 kilometrów) i obecność na nabożeństwie, stworzyłam sobie taką prywatną teologię :-) . Mianowicie, było w zborze lwóweckim dwóch braci, którzy robili na mnie największe wrażenie. To był wujek Kiewra – przystojny, masywny, z krzaczastymi brwiami, ale ciepły i dobrotliwy. I pastor Stefan Kuśnierz – przystojny, szczupły, często wzruszający się i roniący łzę. Wykalkulowałam więc sobie, słuchając bardzo grzecznie kazań i obserwując przebieg nabożeństwa, że wujek Kiewra musi być Bogiem, a wujek Kuśnierz Jezusem :-) . Nikomu o swoim odkryciu nie mówiłam. Potem wyrosłam, poznałam Prawdę, a ona wyswobodziła mnie z tego błogiego błędu :-) . Zamiłowanie do teologii pozostało…

Tak jak już wspomniałam, książkę przeczytałam szybko. Za szybko… Jednak, nie dało się inaczej. Tu również ukłon w stronę osoby składającej książkę do druku – tak przejrzyście i estetycznie wydaną książkę łatwiej się czyta. A przecież dodatkowo jej treść była poruszająca i zaciekawiająca. Inspirująca.

Czytając, odkryłam, że autor poświęcił dużo uwagi wszystkim osobom, których losy splotły się z losami Cezarego Kiewry. Jego duchowemu ojcu – Aurelemu Serafinczanowi; wierzącemu przyjacielowi z rodzinnych stron – Józefowi Żukowi, którego pamiętam z czasów lwóweckich; i rodzinie żony.

Spodobało mi się bardzo, jak umiejętnie, opisując losy Cezarego Kiewry, wplótł w tekst informacje historyczne i polityczne. Na pewno mieć to będzie dużą wartość dla młodego pokolenia czytelników, których może lekcje historii nie zawsze interesowały :-) . To taki żarcik…. Ja sama doceniam rzetelność tych informacji.

Szczególnie cenne jest dla mnie to, że czytając tę książkę, napotykam znajome mi nazwiska, z którymi ściśle łączą się niezatarte jeszcze w pamięci twarze i piękne wspomnienia. Oczywiście mam tu na myśli lwówecki okres wspomnień. Na zdjęciach rozpoznaję dobrze znanych mi ludzi. Najbardziej cenne są te ze zborowej kaplicy. Grupka słodkich dzieciaków. Moich rówieśników. Wśród nich, z pięknym blond lokiem, moja przyjaciółka z dzieciństwa – Danusia. Kiedy patrzę na ławkę braci, pod balkonem, przypominam sobie, że właśnie z tej perspektywy, z ciekawością, na nich spoglądałam. Jakże wspaniali byli tam we Lwówku bracia: Kiewra, Kuśnierz, Płachciak, Piestrak, Leszczyński! Chyba nikt mi znany, nie wzruszał się tak, podczas głoszenia kazań, jak oni. No, chyba jeszcze Kazimierz Barczuk, Edward Czajko i czasem mój mąż….

Za świetny pomysł uważam dołączenie, do biografii o Cezarym Kiewrze, dwóch ważnych elementów, dzięki którym cała opowieść o nim nabiera pełni. W rozdziale zatytułowanym „Śladami ojca”, czytamy o życiu i służbie pastora Marka Kiewry, syna Cezarego. Natomiast, w posłowiu zatytułowanym „Mój ojciec”, sam Marek pisze o swoim ojcu:

[…] Miałem szczęście mieć dobrego ojca. Był dla mnie przykładem i inspiracją. Zatroszczył się o mnie i pomógł mi. Nie byłbym dzisiaj tym człowiekiem, którym jestem, gdyby nie on. Jego przykład jest jednym z powodów obrania przeze mnie takiej życiowej drogi, a nie innej. […]

Kiedy to czytam, mam przed oczami Marka z mojego dzieciństwa. Wesołego, sympatycznego, chudego blondasa na długich nogach, o szelmowskim spojrzeniu i łobuzerską iskrą w niesamowicie niebieskich oczach… Jakie to ważne mieć dobrego ojca, który wierzy w swoje dziecko i mówi: Modlę się o ciebie, synu.

Jeden fragment z opowieści Marka wzbudził we mnie wyjątkowo ciepłe wspomnienia. Oto on:

[…] W dzieciństwie ponadto zawsze kończyliśmy dzień w szczególny sposób. Cała, trzypokoleniowa rodzina, gromadziła się razem w pokoju stołowym. Moja siostra zasiadała do pianina i grała jakąś pieśń ze „Śpiewnika Pielgrzyma”. Wspólnie śpiewaliśmy, potem mój ojciec wstawał, odczytywał fragment Pisma Świętego, i modliliśmy się, okazując Bogu wdzięczność. Każdego wieczora dziękowaliśmy Bogu za to, czego dokonał w naszym życiu, a także za przeżyty dzień. To było coś niesamowitego. […]

Tak, to było coś naprawdę niesamowitego! Takich chwil nie doświadczałam w moim rodzinnym domu, ale były one stałym elementem w innej lwóweckiej rodzinie. W domu rodziny Grabowskich, gdzie razem z mamą i siostrą zatrzymywałyśmy się, po niedzielnym nabożeństwie, w gościnę. Niejednokrotnie zostawałyśmy tam na noc. Wieczory wyglądały dokładnie tak samo, jak opisał to Marek, z tą różnicą, że u nas nikt nie grał na pianinie, ale za to słuchaliśmy pieśni w wykonaniu Miriam Wojnar lub Haliny Kudzin. Czy są jeszcze takie domy, gdzie panują takie zwyczaje?…

Dziękuję autorowi, Andrzejowi Mytychowi, za to, że zabrał mnie w tę piękną podróż sentymentalną. Warto pisać i czytać takie książki. Gorąco polecam tę niezwykłą historię Cezarego Kiewry – krawca, kaznodziei i przemytnika.

Jeden komentarz do “Kącik dobrej książki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>